poniedziałek, 24 lutego 2014

próbuję

i próbuję, ale systematyczność mi nawala. Poza tym miałam problem, zeby się tutaj dostać i coś napisać. Dobrze, ze sprytny synek pomógł.

Miało być o robótkach. Robię cały czas, ale niewiele. W zasadzie większość moich prac trafia do znajomych, na "wymianki" z innymi zakręconymi robótkoholiczkami, na aukcje charytatywne... Jest kilka rzeczy, których nie oddam, sama będę nosić.

Jest też cała długa lista rzeczy, które chciałabym zrobić, druga takich, których chciałabym choćby spróbować się nauczyć :). Doba za krótka.
Planuję w najbliższym czasie:
- sutasz (dookoła same mistrzynie, będę trenować w ukryciu)
- "zimna porcelana" - masy plastyczne są fantastycznym wyzwaniem
- koraliki w różnych wydaniach
no i muszę w końcu uszyć sobie torebkę, najlepiej dwie.

Ponieważ blog był zaniedbany, pokażę, co zrobiłam w międzyczasie, a od teraz zaczynam zachowywać się poważnie i odpowiedzialnie. Minimum 1 post w miesiącu! ;)

 to próba przedświąteczna, opanowania nowej sztuki - timari





 dla odmiany na drutach





Ten naszyjnik był prezentem. Nowa właścicielka zażyczyła sobie możliwości regulowania długości naszyjnika. Zajęło mi to trochę czasu, a później nie zrobiłam zdjęcia. Wyszło fajnie i kiedyś jeszcze pokażę efekt końcowy .





Uwielbiam zabawy z lnianym sznurkiem i koralikami. Sama najchętniej noszę własnie taką biżuterię.



A to moje zabawy z koralikami i szydełkiem




czwartek, 5 września 2013

Nie kłamię

Nikt mi nie może zarzucić, że kłamię mówiąc o swoim lenistwie :).
Przynajmniej w pisaniu na tym blogu.

Uwielbiam dłubanki ręczne, uwielbiam oglądać prace innych (zawsze jakaś inspiracja), a na pisanie brakuje mi energii. Od ostatniego postu minęło tyle czasu, że wstyd. Musze nadrobić, przynajmniej zdjęciami. Niestety, mój aparat ponownie odmówił współpracy i czeka go kolejna wizyta u specjalisty. No, ale pokażę, co mam :). Kilka rzeczy nie zdążyło mi "zapozować", trafiły do nowych właścicielek.
Oto plony wakacyjne:
Frywolitka na kółku, z koralikami

Koraliki drobne, okrągłe, kolor "benzynka"

Moje próby bransoletkowe i naszyjnik z kolorowego drobiazgu

 kolejna bransoletka - nareszcie coś, co sama noszę i nie oddam!!!

próby z lnianym sznurkiem i koralikami

a ten misio mieszka już gdzie indziej :)
 Obiecuję sobie, ze częściej tu zajrzę, ale czy się uda?

środa, 5 czerwca 2013

Leń potężny

Moje postanowienia o systematyczności diabli biorą. Buszuję na fb i wciagają mnie coraz to inne robótki, a na własnego bloga czasu brak! Nawet zdjęcia swoich wyrobów mam gdzieś pochowane, zamiast je tutaj umieścić. Inna sprawa, ze z tymi zdjęciami różowo nie jest. Mój ukochany SONY, który służył wiernie przez kilka lat, nie wytrzymał Norwegii i jest obecnie w rekach speca - może się uda zregenerować. O przyzwoite zdjęcia muszę prosić wiecznie nieobecnego Michała :). Sama też próbuję, bo pojawił się inny aparat - ale nie ma klimatu. Za oknem ponuro i nawet lampa błyskowa nie daje rady:).
A oto co zrobiłam w tak zwanym "międzyczasie":




perły w sieci



makramowo-koralikowo


Był jeszcze naszyjnik zielony z koralikami na rzemykach, ale jedyne zdjęcie wyszło fatalnie, a naszyjnik powędrował do nowej włascicielki :). Ze zdjęciami mi idzie kiepsko, dobrze, że z robótkami ciut lepiej.
Zaczętych mam kilka, pomysłów cały wagon, tylko nie wiem kiedy....

środa, 20 marca 2013

Jeszcze z Norwegii


W Norwegii powstała jeszcze moja duma - bransoletka. Pojechała do Ani, dla której była robiona, podobnie jak naszyjniki z muszelkami.


















No i jeszcze pierwsze kolczyki

Z frywolitek to właściwie wszystko, poza tym niezliczone próby, przeważnie nie zakończone. Ale nie tylko frywolitki mnie zajmowały wtedy, miałam też inne pomysły. Na przykład z czego zrobić ozdoby na choinkę, która ścięliśmy sobie na jednej z sąsiednich wysepek (wzorem tubylców, tutaj nikt choinki nie kupuje). Poświęciłam trochę plastikowych rurek z patyczków do uszu i kolorowe folie - opakowania z makaronów, cukierków i innych różności:

Niestety, zdjęcie uparcie ładuje mi się odwrócone :)

Pod koniec pobytu zrobiliśmy wspólnie (z moim mężem) prezent dla naszych gospodarzy: ogrodniczkę, która wiosną stanęła w ogródku, w miejscu widocznym dla wszystkich przypływających na wyspę. Dostała jeszcze grabie do ręki :)
I tak zakończyłam dwuletnie wakacje. Następne robótki już z Wrocławia.

poniedziałek, 18 marca 2013

Nie tylko nitka

mnie fascynowała od "zawsze", ale także związane z nią elementy, a więc wszelkiej maści i kształtu druty, szydełka, widełki itp. 
Pochodzę z tego pokolenia, które jeszcze miało w szkole podstawowej przedmioty o egzotycznie dzisiaj brzmiących nazwach "prace ręczne", "zajęcia praktyczno-techniczne" czy "plastyka". Mało tego, wszystkie te przedmioty kochałam miłością wielką, jak na młode dziewczę! 
Naprawdę wielką frajdę sprawiało mi zarówno robienia na drutach obowiązkowego szalika, haftowanie serwetki jak i metaloplastyka pod tytułem - świecznik. To były czasy!
Moja przyjaźń z różnymi "robótkami" przetrwała lata, a w tym czasie wzbogaciłam nieco warsztat w zakresie drutów i szydełka głównie, chociaż mam za sobą nawet kurs koronki klockowej oraz sporo uszytych ciuchów dla własnych dzieci, które wzrastały w epoce pustych półek nie tylko spożywczych.
Aż przyszedł taki dzień, kiedy zobaczyłam pierwszą frywolitkę i się zakochałam. Była to chyba jakaś "Burda", w latach 80-tych. (jak to fajnie brzmi: ubiegłego wieku!)
Minęło sporo czasu, a ja głównie zbierałam jakieś pojedyncze numery robótkowych gazetek z wzorami frywolitkowymi, odkładając je na "kiedyś". Chyba w roku 2005 lub 6 zdobyłam czółenko, ale z braku czasu również odłożyłam je do lamusa. Niestety, pierwsza próba samodzielnego zrobienia słupka nie powiodła się kompletnie.
Wybierając książki i wymyślając sobie zajęcia na pierwsze zimowanie w Norwegii, zajrzałam do mojego kufra z włóczkami i spotkałam się oko w oko z czółenkiem. To był znak! Czółenko i jakieś kordonki ze starych zapasów powędrowały do torby. 
Ostatecznie cała zima dla mnie!


Nieprędko się udało, ale jakoś dałam radę i po wielu zmaganiach z oporną materią powstało kilka drobiazgów:



pierwsze próby z przygryzionym językiem











znalazłam element kolczyka i powstał dodatek :)





a po krótkim pobycie w Polsce pierwsze prawdziwe kolczyki
pierwsza przymiarka do serwetki według wzoru z bloga (internet mieliśmy lekko kulawy, ale się udało ściągnąć)
 http://renulek.blogspot.com/
Na ciąg dalszy zabrakło motywacji, ale miałam wspaniałą lekcję cierpliwości i precyzji.
Ponieważ na norweskim wybrzeżu znaleźć można dużo muszli, a ja "kota" na punkcie wszelkiego zbieractwa mam, powstały takie drobiazgi (przy okazji opanowywałam trudną sztukę "józefinek" i kółeczek odwróconych)




























I tak, niezauważenie niemalże, frywolitkowy bakcyl dopadł mnie i trzyma do dzisiaj